MyMenu1

sobota, 7 listopada 2015

Krótkie podsumowanie RWC 2015



Emocje związane z Pucharem Świata opadły. Nadszedł czas refleksji i podsumowań. Wkrótce sercami kibiców ponownie zawładną starcia ligowe i pucharowe.

RWC 2015 był olbrzymim sukcesem. Turniej zarobił więcej pieniędzy i przyciągnął więcej kibiców niż planowano. Dostarczył emocji i obfitował w dobre spotkania. Kraje określane jako tier 2, zrobiły spory postęp i były dużo trudniejszym przeciwnikiem dla elity niż w poprzednich latach.

Tanie bilety i łatwy dostęp do stadionów sprawiły, że impreza przyciągnęła mnóstwo fanów z całego świata, w tym także liczne grono pasjonatów rugby z Polski. Sam miałem okazję obejrzeć 5 meczów, w których zagrało 10 różnych drużyn. Każdy z 5 stadionów, które odwiedziłem miał specyficzną atmosferę. Ukoronowaniem przygody był dla mnie mecz finałowy na Twickenham. To już mój drugi finał mistrzostw świata w rugby, w którym grały Nowa Zelandia z Australią. Poprzedni oglądałem na Old Trafford w 2013 roku. W kodzie trzynastoosobowym zwyciężyła Australia, dlatego tym bardziej się cieszyłem, że w „piętnastki” wygrali All Blacks. Ciekawostką jest fakt, że w obu meczach wystąpił Sonny Bill Williams.

Uczestniczenie w finale RWC było niesamowitym doświadczeniem i przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dobre wspomnienia na długo pozostaną w pamięci i dołączą do wrażeń z pracy jako wolontariusz czy wizyt na meczach grupowych, o których pisałem wcześniej.


Z pewnością każdy z fanów ma swoje ulubione wydarzenie z tegorocznej edycji Pucharu Świata. Wiele osób wspominać będzie zwycięstwo Japonii nad RPA, oświadczyny rumuńskiego zawodnika, czy gest Sonnego Bill Williamsa, który oddał swój medal młodemu chłopcu. Mnie w pamięć najbardziej zapadnie pomoc przy organizacji meczu Anglia – Urugwaj, oraz Nowozelandczycy w tradycyjnych strojach tańczący hakę o metr przede mną.

RWC 2015 wysoko zawiesił poprzeczkę i następny organizator – Japonia – będzie musiał mocno się postarać aby dorównać angielskim osiągnięciom.