MyMenu1

niedziela, 8 lutego 2015

Six Nations – runda 1


Długo wyczekiwany turniej Six Nations rozpoczął się w wielkim stylu. Mecze pierwszej rundy dostarczyły wielu emocji. Gra stała na wysokim poziomie i kibice na pewno mogą czuć się usatysfakcjonowani. Poniżej krótkie podsumowanie meczów pierwszej kolejki.


Walia – Anglia 16:21
Do meczu w Cardiff Walia przystępowała w roli lekkiego faworyta. Angielski zespół występował bez wielu zawodników z pierwszego składu, którzy nie mogli zagrać z powodu kontuzji. W białych koszulkach było aż pięciu debiutantów a gospodarze wystawili bardzo doświadczony skład. Walijczycy mieli na koncie o 290 spotkań więcej niż przeciwnicy. Dwa lata temu podopieczni Warrena Gatlanda wysoko zwyciężyli na Millenium Stadium. Okazało się jednak, że zespół Stuarta Lancastera poradził sobie z trudnym zadaniem i pokonał rywali, z którymi następny raz zmierzy się w Pucharze Świata. 

Mecz rozpoczął się po myśli gospodarzy, którzy narzucili bardzo mocne tempo i szybko zyskali przewagę. Leigh Halfpenny trafił karnego już w pierwszej minucie. Niedługo później wiązacz Taulupe Faletau podniósł piłkę z trudnego, cofającego się młyna na pięciu metrach. Akcję wykończył Rhys Webb, Halfpenny dodał 2 punkty z podwyższenia i po 8. minutach było 10:0. Goście zredukowali straty dzięki przytomnemu zagraniu Mike’a Browna. Obrońca kopnął piłkę po ziemi do skrzydłowego i pierwsze przyłożenie w reprezentacji zaliczył Anthony Watson. Halfpenny i Ford dołożyli po karnym a Dan Biggar trafił drop-gola tuż przed końcem pierwszej połowy. Gospodarze schodzili na przerwę, zasłużenie prowadząc 16:8.

Po zmianie stron Anglicy zdecydowanie podkręcili tempo i druga połowa należała do nich. Po akcji trwającej 20 faz Joanathan Joseph wymknął się z rąk obrońców i przyłożył piłkę na polu punktowym. Ford trafił podwyższenie i różnica zmalała do jednego punktu. Inicjatywa była po stronie przyjezdnych, którzy konstruowali niebezpieczne ataki i zepchnęli rywali do defensywy. George Ford miał szansę na przejęcie prowadzenia, ale karny okazał się niecelny. W 55. minucie Stuart Lancaster zaczął wprowadzać na boisko zmienników. Wejście rezerwowych jeszcze bardziej przyspieszyło tempo gry. W 61. minucie znakomicie grający James Haskell był bardzo bliski zdobycia przyłożenia. Ostatecznie zatrzymał go… słupek, a nieprzepisowe zagranie Alexa Cuthberta zażegnało niebezpieczeństwo. Skrzydłowy został jednak ukarany żółtą kartką i Walijczycy grali w osłabieniu. George Ford dołożył 3 punkty z karnego i pierwszy raz w tym spotkaniu Anglia wyszła na prowadzenie.

Niedługo potem Anglia cieszyła się ze zdobycia punktów. Powtórka wideo pokazała jednak, że przyłożenie Dave’a Attwooda nie może być zaliczone, ponieważ Nick Easter nieprzepisowo blokował rywala. W 78. minucie George Ford przypieczętował zwycięstwo celnym karnym i ustalił ostateczny wynik spotkania na 16:21.

Mecz potwierdził, że Anglia ma olbrzymie zaplecze i potrafi skutecznie radzić sobie z brakiem graczy z pierwszego składu. Na każdej pozycji ma kilku zawodników, którzy z powodzeniem zastępują kolegów. Wygląda na to, że polityka Stuarta Lancastera przynosi pożądane rezultaty.





Irlandia – Włochy 3:26
Broniąca tytułu Irlandia zwyciężyła w Rzymie Włochy, ale potrzebowała sporo czasu żeby się rozkręcić. Defensywa gospodarzy była bardzo skuteczna i goście mieli problem z konstruowaniem niebezpiecznych akcji. W pierwszej połowie punkty zdobywali tylko kopacze. Ian Keatley trafił trzy karne a Kelly Haimona jednego. Po czterdziestu minutach było jedynie 3:9. 

Wynik kontaktowy utrzymywał się do 57 minuty, kiedy to Keatley trafił kolejnego karnego. Kluczowym momentem meczu była żółta kartka, którą otrzymał Leonardo Ghiraldini. Irlandczycy szybko wykorzystali przewagę gracza i w 4 minuty zdobyli 14 punktów. To przesądziło o losach meczu. Gdy gospodarze wrócili do pełnego składu Irlandia nie była w stanie powiększyć zdobyczy punktowej. Włosi mieli nawet szansę na honorowe przyłożenie, ale punkty nie zostały uznane. 
Tuż przed rozpoczęciem meczu, kontuzji doznał Sean O’Brien, który wcześniej przez długi czas zmagał się z kontuzją barku. Mam nadzieję, że zawodnik wkrótce wróci do zdrowia i zobaczymy go w następnych meczach. Irlandia zasłużenie zwyciężyła, ale jej gra nie zachwyciła. Żeby obronić tytuł i zwyciężyć trudniejszych rywali, będzie musiała zagrać znacznie lepiej.




Francja – Szkocja 15:8
Mecz w Paryżu był pokazem świetnego rugby ze strony Szkocji. Przyjezdni byli o włos od pokonania Francji na Stade de France. Nowy trener wykonał kawał dobrej roboty i Szkoci grają coraz bardziej ekscytujące rugby. 

W pierwszej połowie łącznik ataku Camille Lopez trafił trzy karne dla Francji. Greig Laidlaw odpowiedział trzema punktami dla gości a jedyne przyłożenie w meczu, po pięknej akcji zdobył Dougie Fife. Po 40 minutach Trójkolorowi prowadzili zaledwie 9:8. 

Po zmianie stron Lopez zwiększył przewagę o kolejne trzy punkty. Szkoci dzielnie atakowali. Byli blisko zdobycia przyłożenia, ale szczęście im nie sprzyjało. Przyjezdni popełnili kilka niewymuszonych błędów, stracili parę piłek w przegrupowaniach i ostatecznie Francuzi przetrwali napór. W 78. minucie Lopez trafił kolejnego karnego i ustanowił wynik meczu na 15:8. 
Francja zwyciężyła, ale jej gra pozostawiała wiele do życzenia. Szkocja, mimo porażki może być zadowolona ze swojego występu. Jeśli wyeliminuje proste błędy będzie w stanie zagrozić kolejnym rywalom.