MyMenu1

niedziela, 7 grudnia 2014

Sale Sharks – Saracens 15:19


Po listopadowych zmaganiach reprezentacji uwaga europejskich kibiców rugby powróciła do potyczek ligowych oraz starć w European Rugby Champions Cup i Challenge Cup. Jak zwykle nie obyło się bez niespodzianek a wiele spotkań było bardzo zaciętych i ekscytujących.

Ja, podobnie jak w poprzedniej rundzie, wybrałem się na AJ Bell Stadium aby obserwować grę Sale Sharks. Tym razem przeciwnikiem była pełna gwiazd ekipa Saracens. W składzie przyjezdnych znaleźli się m.in. Chris Ashton, Owen Farrell, David Strettle czy Billy Vunipola. Sale Sharks pokazali już jednak, że mimo, iż nie posiadają najmocniejszej drużyny potrafią grać bardzo ambitnie i sprawiać spore problemy najlepszym.

Mecz rozpoczął się od prowadzenia gości, dla których 3 punkty z karnego zdobył były zawodnik Sale – Charlie Hodgson. Miejscowa ekipa odpowiedziała niemal natychmiast używając swojej najgroźniejszej broni w tym sezonie – maula autowego. W 7. minucie meczu piłkę na polu punktowym przyłożył „wiking” – Magnus Lund, a podwyższenie trafił Danny Cipriani. Niedługo później Hodgson popisał się piękną akcją, w której pokonał kilku obrońców. Owen Farrell dokończył to, co zaczął jego kolega i w 14. minucie Saracens prowadzili 7:8. Gra wyrównała się, obie strony testowały obronę rywala próbując rozwiązań siłowych. Żadnej nie udało się jednak przełamać defensywy. Kopacze – Cipriani i Farrell dodali po trzy punkty z podstawki i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 10:11.

Po zmianie stron Sarries pokazali, że również potrafią skutecznie posługiwać się maulem autowym. W 44. minucie „wjechali” na pole punktowe Sale a 5 punktów zaliczył potężny Billy Vunipola. W 56. minucie boisko opuścić musiał Danny Cipriani, który doznał kontuzji nogi, w jego miejsce wszedł Nick MacLeod. W 61. minucie po znakomitej indywidulanej akcji, przyłożenie zdobył Andrei Ostrikov. Podwyższenie okazało się niecelne, ale przewaga gości stopniała do zaledwie jednego punktu. Owen Farrell dwukrotnie próbował trafić drop-gola, jedna z prób okazał się skuteczna i Saracens powiększyli prowadzenie do 15:19. Gospodarze nie zamierzali się jednak poddawać. Dopingowani przez wiernych kibiców ponawiali ataki i przez ostatnie minuty meczu stale zagrażali polu punktowemu przeciwników. Do sprawienia niespodzianki zabrakło bardzo niewiele, w pewnym momencie Sharks byli o pół metra od linii pola, jednak obrona gości okazała się bezbłędna. Końcowy gwizdek sędziego został przyjęty przez ekipę Saracens z prawdziwą ulgą. Po bardzo ciężkim meczu udało się zdobyć cztery punkty. Oznacza to, że Sarries nadal mają szansę zająć pierwsze miejsce w grupie. Dla Sale przygoda z pucharem jest już praktycznie zakończona, ale całej ekipie należą się spore brawa za świetną postawę zarówno w meczu przeciwko Saracens jak i Munster.

Ja z niecierpliwością czekam na wizytę kolejnego interesującego rywala, czyli zespół Clermont.