MyMenu1

niedziela, 19 października 2014

Sale Sharks – Munster – thriller na AJ Bell Stadium


Pierwsza kolejka nowego turnieju – European Rugby Champions Cup, dostarczyła wielu emocji. Ja miałem okazję obserwować z trybun prawdziwy thriller. Sale Sharks podejmowali na własnym stadionie Munster. Chociaż przed meczem, mało kto wierzył w ich zwycięstwo, angielski zespół pokazał prawdziwy charakter, zagrał najlepszy mecz w tym sezonie i był bardzo bliski sprawienia niespodzianki.

Słynna „czerwona armia” – jak zwykło określać się fanów Munster – nie zawiodła. Przyjezdni kibice zjawili się na bardzo licznie i przez całe spotkanie prowadzili walkę na doping z lokalnymi. Atmosfera była rewelacyjna, nowy turniej wzbudził duże zainteresowanie i AJ Bell Stadium został wypełniony niemal w całości – na trybunach znalazło się blisko 10 000 ludzi.

Mecz był pokazem świetnego europejskiego rugby. Ranga spotkania pozytywnie wpłynęła na zawodników i widowisko było znacznie lepsze od ligowych potyczek w Aviva Premiership, które mam przyjemność regularnie obserwować.

Początek należał do gospodarzy, dobra gra ofensywna zaowocowała karnym na 20 metrze, którego w 6. minucie Danny Cipriani zamienił na 3 punkty. Odpowiedź Munster była niemal natychmiastowa, w 9 minucie piłkę na polu punktowym przyłożył David Kilcoyne a dwa punkty z podstawki dodał Ian Keatley. Po chwili Sale znowu przejęli inicjatywę, byli bliscy zdobycia przyłożenia po akcji Cipriani – Arscott, goście zdołali się jednak wybronić. Ataki miejscowej drużyny nie słabły, w 15 minucie po konsultacji z sędzią TMO, przyjezdni zostali ukarani karnym za celowe zbicie piłki. Szczęśliwie dla Munster, arbiter nie zdecydował się ukarać zawodnika żółtą kartką. Cipriani celnie egzekwował kop na bramkę i zmniejszył stratę do 1 punktu.

Nim zespoły wznowiły grę, doszło do kilkuminutowej przerwy. Sędzia Mathieu Raynal doznał kontuzji nogi i był zmuszony opuścić boisko. Jego miejsce zajął sędzia liniowy Laurent Cordona. W 18. minucie łącznik ataku Sale Sharks trafił karnego z 55 metrów i gospodarze znów znaleźli się na prowadzeniu. Gra toczyła się niemal wyłącznie na połowie przyjezdnych, którzy zostali zepchnięci do defensywy. Ich obronę sforsował Magnus Lund. Cipriani dodał podwyższenie i w 25. Minucie było 16:7. 3  minuty później po fantastycznej akcji, środkowy ataku Johny Leota zamarkował podanie i znalazł drogę na pole punktowe rywali. Niezawodny Cipriani dodał kolejne dwa punkty i gospodarze prowadzili 23:7. Rozentuzjazmowani miejscowi kibice zagrzewali do gry swoich ulubieńców i byli dużo bardziej słyszalni niż przyjezdni, którzy wyraźnie przycichli. Sharks przeważali niemal w każdym elemencie gry, mimo że irlandzka ekipa była pełna gwiazd światowego formatu. Aplauz wzbudzała także świetna obrona Rekinów, szczególnie spektakularnie wyglądała szarża Sammy’ego Tuitupou, który zmiótł swojego vis-a-vis zmuszając go przy tym do wypuszczenia piłki. Pod koniec pierwszej połowy żółtą kartką ukarany został Tommy O’Donnell, jednak wynik nie uległ zmianie. Gospodarze schodzili na przerwę prowadząc z potężnym Munster 23:7.

Po zmianie stron gra wyrównała się, goście szybko wprowadzili na boisko kilku rezerwowych i mimo że pierwsze minuty znów należały do Sale, to zespół Munster zaczął zyskiwać przewagę. W 55. minucie napór gości przyniósł rezultat. Przyłożenie zdobył Andrew Conway a Ian Keatley trafił podwyższenie. Simon Zebo dalekim kopem przeniósł grę na terytorium gospodarzy i po kilku fazach ataku goście znów znaleźli się na polu punkowym. Tym razem, po obejrzeniu powtórki na wielkim ekranie, przyłożenie nie zostało uznane. Inicjatywa należała jednak do przyjezdnych, w 64. minucie doświadczony łącznik ataku Conor Murray przyłożył piłkę na polu punktowym. Keatley trafił podwyższenie z bardzo trudnej pozycji i przewaga gospodarzy stopniała do dwóch punktów.
W 67. minucie Cipriani trafił karnego i Sale prowadzili 26:21. Trzy minuty później goście odpowiedzieli tym samym. Zespoły znowu dzieliła różnica dwóch punktów. Nerwy udzielały się wszystkim. Czas działał na korzyść miejscowych, którzy dzielnie bronili korzystnego wyniku. Wyglądało na to, że dojdzie do sensacji – w 80. minucie Sale Sharks nadal wygrywali, piłka była jednak w posiadaniu gości. Ekipa Munster postawiła wszystko na jedną kartę – Ian Keatley zdecydował się na drop-gola z ok. 30 metrów. Kop nie należał do prostych, ale okazał się celny - zawodnicy Munster wykradli zwycięstwo. Spotkanie zakończyło się wynikiem 26:27.

Mecz był fantastycznym rugbowym widowiskiem. Gra stała na bardzo wysokim poziomie. Obie drużyny włożyły w starcie wiele serca i zaprezentowały ciekawą i niezwykle ambitną grę. Ostatnie minuty przerodziły się w prawdziwy thriller i mimo że jako kibic Sale Sharks wolałbym inne zakończenie to cieszę się, że mogłem być świadkiem takiego spektaklu. Na szczególne wyróżnienie zasłużyli obaj kopacze, którzy popisali się 100% skutecznością. Danny Cipriani zagrał jeden z najlepszych meczów i kolejny raz był kluczową postacią w ekipie gospodarzy. Jak widać, nowy format europejskich rozgrywek miał bardzo udany start. Jak zapewniali organizatorzy mecze, stały się bardziej zacięte a rozstrzygnięcia bardziej dramatyczne. O każdy punkt trzeba będzie ciężko powalczyć a słabych drużyn praktycznie nie ma. Każdy może wygrać z każdym. Z niecierpliwością czekam na kolejne spotkania, szczególnie na mecz Sale Sharks z Clermont.