MyMenu1

sobota, 3 maja 2014

Koledzy nie tylko na boisku


Na prośbę Stanisława Powały-Niedźwieckiego – reprezentanta Polski i kapitana Budowlanych Lublin – zamieszczam tekst, który napisał w związku z poważnym urazem, jakiego doznał podczas ostatniej kolejki ligowej.

O reprezentacji seniorów ostatnio sporo się mówiło. Przy okazji dwóch bardzo ważnych meczów (z Mołdawią i Ukrainą) napisano wiele artykułów i przeprowadzono wiele akcji promujących polską drużynę. Wywiady, relacje, treningi z dziennikarzami, czy liczne galerie zdjęć pozwoliły kibicom lepiej poznać naszych zawodników. Z pewnością nie każdy wiedział, jak różnorodną grupę ludzi stanowimy i myślę, że wiele osób mogło być zaskoczonych (pozytywnie) tym, co usłyszeli i zobaczyli.

Ja chciałbym powiedzieć kilka słów o rugbistach (nie tylko z obecnej reprezentacji) w świetle poważnej kontuzji, jaką odniosłem w lany poniedziałek. Czułem potrzebę napisania tego tekstu po pierwsze aby podziękować, a po drugie, aby pokazać jak zachowują się rugbiści gdy koledze potrzebna jest pomoc. 

O koleżeństwie, silnych więziach i braterstwie w drużynie rugby mówi się bardzo często. Sam pisałem o etosie rugbisty. Ale być może niektórym wydaje się, że to bardziej życzenia aniżeli faktyczny stan. Być może tylko chcemy żeby o nas tak myślano, ale jak przyjdzie do realnych działań, nie znajdą się chętni. Otóż tym tekstem chcę stanowczo stwierdzić: Na kolegę z drużyny, na prawdziwego rugbistę, ZAWSZE możesz liczyć!  

Zacznę od początku, a więc od kilkunastu sekund po samym urazie. Zwichnięta kostka i wystająca kość piszczelowa to widok, który nie napawa optymizmem. Na początku nikt do mnie nie podchodził, aby dać swobodę ratownikom medycznym, jednak zanim przeniesiono mnie do karetki piątkę przybił mi Paweł Nowak, który grał z nami w reprezentacji kilka lat temu. Pierwsze słowa otuchy padły od niego. Sali – dzięki za ten gest!

W karetce był ze mną Sebastian Berestek, czyli popularny trener Lavina. Został ze mną także w szpitalu w Poznaniu, gdzie z powodu święta wszystko trwało trzy razy dłużej niż zwykle. Na prześwietlenie czekaliśmy ok. 3h. W tym czasie dostałem informację od Pawła Najdka, że gdybym potrzebował czegokolwiek to on to załatwi. Wystarczy telefon. Wiedziałem, że mogłem liczyć na jego pomoc w każdym zakresie.

Mniej więcej w tym samym czasie w szpitalu pojawił się Krzysztof Hebda – ojciec Tomka Hebdy, z którym grałem w jednej drużynie w kadrze. Krzyśka nawet nie znałem, ale przyszedł do mnie, bo przecież mogłem czegoś potrzebować gdybym został w Poznaniu w szpitalu. To normalne, że trzeba pomóc koledze, mimo że on grał jeszcze na przyłożenia po 4 punkty i dzieli nas różnica ponad 30 lat. Po prostu wszyscy rugbiści to jedna rodzina. 

Po prześwietleniu okazało się, że trzeba zrobić jeszcze jedną repozycję (pierwsza była w karetce). Musiała być wykonana przy znieczuleniu ogólnym, co wiązało się z długim oczekiwaniem (anestezjolodzy mogli przyjść dopiero za 3 godziny, a po zabiegu musiałem odczekać kolejne dwie). Moi koledzy z drużyny bez żadnego słowa protestu cierpliwie czekali na mnie blisko 8 godzin, mimo że następnego dnia niektórzy szli do pracy. Bo tacy właśnie są rugbiści – jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. 

Z Poznania ruszyliśmy do Łodzi, gdzie miałem trafić do szpitala. Potrzebowałem noclegu. Zadzwoniłem do kolegi jeszcze z kadry młodzieżowej, a potem z drużyny łódzkich Budowlanych gdy miałem przyjemność tam grać. „Boja”, czyli Paweł Grabski po 20 minutach oddzwonił i przekazał numer do Michała Mirosza, który miał lokum. „Złoty” bez żadnych problemów udostępnił mi pokój i zawiózł mnie następnego dnia do szpitala, gdzie czekał ze mną aż dostanę łóżko, mimo że tego samego dnia jechał na kadrę do Ossy i miał sporo rzeczy do załatwienia. „Złoty” – wielkie dzięki!

Samo trafienie do szpitala w Łodzi to także zasługa rugbistów. Maciek Brażuk i Bartek Chudzik sprawili, że dostałem łóżko i zostałem zoperowany przez bardzo dobrego specjalistę-ortopedę. Maciek pomógł w ten sposób nie tylko mnie, ale także innym chłopakom z kadry. Pomaga także zawodnikom spoza reprezentacji. Po prostu nie zostawia swoich kolegów z boiska. Można na nim polegać jak na Zawiszy, za co ogromne dzięki. Mimo że teraz Maciek jest menagerem reprezentacji, to cieszę się, że miałem jeszcze przyjemność zagrać z nim w jednej drużynie u trenera Putry. 

W szpitalu odwiedził mnie dwukrotnie wspomniany „Boja”, który za pierwszym razem poratował mnie po prostu jedzeniem (wikt szpitalny to farsa), a za drugim kulami, dzięki którym mogłem swobodniej się poruszać. „Bojs” – wielkie dzięki!

Odwiedzał mnie także trener Mirosław Żórawski, z którym znam się od wielu lat. Grałem u niego w kadrach młodzieżowych, a później w Budowlanych Łódź. Mimo że od czasu mojej gry w Łodzi minęło blisko 5 lat nadal mogłem liczyć na pomoc dawnego trenera. Trenerze – dzięki!

Ostatniego dnia odwiedził mnie także Przemek Pustkowski. Okazało się, że pracuje w szpitalu, w którym leżałem. Z Pustkiem nigdy nie zagrałem w jednej drużynie, ale gdy byłem zawodnikiem Budowlanych Łódź przychodził na treningi i ćwiczył z nami. Choć jest to zawodnik z zupełnie innego pokolenia niż ja, od niego także usłyszałem deklarację wszelkiej pomocy. Bo to przecież u nas – rugbistów – jest normalne. Pustek – dziękuję!

Słowa otuchy i życzenia szybkiego powrotu do zdrowia spływały od wielu kolegów z boiska także za pośrednictwem sms-ów i Facebooka. Ilość wpisów pod moją informacją o kontuzji była zaskakująco duża. Świadomość, że kumple z drużyny są z Tobą w każdej sytuacji dodaje otuchy. Dzięki temu szybko zapomina się i traumie urazu, a zaczyna się myśleć o powrocie na boisko. Wszystkim, którzy do mnie pisali i dzwonili ogromnie dziękuję.

Nasza reprezentacja ma niecały rok, ale grupa ludzi, którzy ją tworzą to naprawdę jedna wielka rodzina. Jestem dumny z tego, że mogę być członkiem tej drużyny. Jestem dumny z rugbistów! Krytykanci wielu rzeczy nigdy nie zrozumieją, bo nie mieli okazji trafić do takiej grupy ludzi jak reprezentacja Polski. Krytykanci mogą sobie mówić co chcą, ale ostatni czas dał bezapelacyjne dowody na to, że duch rugby to siła, jakiej życzyłbym każdej dyscyplinie.

Panowie wielkie dzięki za wszystko! Widzimy się na boisku! Wrócę tam na pewno!