MyMenu1

poniedziałek, 24 marca 2014

Rekord świata na Wembley!


Hitem 17. rundy Aviva Premiership było starcie Saracens z Harlequins. Mecz rozgrywany na Wembley obejrzało 83 889 kibiców! Jest to nowy rekord świata, bowiem nigdy dotąd klubowy mecz rugby nie zgromadził na trybunach tak licznej widowni. Sarries zwyciężyli zdobywając bonusowy punkt za przyłożenia i odzyskali fotel lidera, wyprzedzając Northampton Saints. W ostatnich latach Saracens wykonali niesamowitą pracę, zmieniając klub w światowej klasy potęgę zarówno na boisku, jak i pod względem zaplecza finansowego. Dziesięć sezonów temu na ligowe spotkanie tych samych drużyn przyszło zaledwie 6380 kibiców. Sobotni mecz był jedenastym występem Saracens na Wembley w przeciągu czterech lat. Klub przoduje pod względem innowacyjnych rozwiązań i przyciąga coraz więcej fanów, a jego marka staje się coraz bardziej znana na całym świecie. Do ciekawych rozstrzygnięć doszło również w innych meczach Aviva Premiership. Poniżej krótkie podsumowanie każdego ze spotkań.

Worcester Warriors – London Wasps 11:13
Zajmujący ostatnie miejsce w tabeli zespół Worcester ambitnie walczy o pozostanie w szeregach elity. Kilka razy w tym sezonie był o włos od cennego zwycięstwa. Tym razem serca kibiców na Sixways złamał zespół London Wasps. W 80. minucie gospodarze prowadzili 11:6, jednak w ostatniej akcji meczu goście zdołali przyłożyć piłkę na polu punktowym, a podwyższenie trafił były zawodnik Worcester – Andy Goode. Była to 22 z rzędu ligowa porażka Warriors. Do zakończenia sezonu pozostało pięć spotkań i teoretycznie Worcester nadal ma szansę utrzymać się w lidze. Po tej dramatycznej przegranej zadanie stało się jednak dużo trudniejsze, bowiem zawodników Deana Ryana czekają m.in. wyjazdowe starcia z Bath i Saracens. W następnej rundzie Warriors zagrają z przedostatnim zespołem – Newcastle Falcons – i jeśli nie zdołają wygrać ich los zostanie praktycznie przesądzony.

Sale Sharks – Northampton Saints 19:6
Do największej niespodzianki doszło na AJ Bell Stadium, gdzie Sale Sharks pokonali lidera tabeli – Northampton Saints. W szeregach Saints wystąpili utalentowani gracze, których niedawno podziwialiśmy w Six Nations: Luther Burrell, George North, Dylan Hartley, Courtney Lawes. Gospodarze nie zlękli się przeciwnika i narzucili własny styl gry. Zdobyli trzy przyłożenia w pierwszej połowie, a ich autorami byli: Mark Cueto, Marc Jones i Tom Brady, zaś Cipriani dołożył cztery punkty z podwyższeń Goście zrewanżowali się tylko sześcioma punktami z karnych i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 19:6. Kolejny raz świetne zawody zagrał Danny Cipriani, którego zobaczymy prawdopodobnie w reprezentacji Anglii podczas jesiennych testmeczów. Tradycyjnie Sale wykorzystali swoją najgroźniejszą broń – maul autowy, ale o sukcesie zadecydowała rewelacyjna obrona. Goście starali się przedrzeć przez linie defensywne rywali przez całą drugą część spotkania, jednak Sale Sharks zademonstrowali doskonałą skuteczność i nie pozwolili ekipie Saints na odrobienie strat. Zwycięstwo drużyny z Manchesteru pozwala im realnie myśleć o zajęciu miejsca w pierwszej czwórce. Jak widać zespół jest w stanie pokonać każdego. Saints będą mieli okazję do rewanżu 3 kwietnia, kiedy to obie drużyny spotkają się ponownie – tym razem w ćwierćfinale Amlin Challange Cup.

Gloucester – Newcastle Falcons 40:33
Zupełnie inny przebieg miało spotkanie Gloucester z Newcastle. Obrona obu zespołów pozostawiała wiele do życzenia, w meczu zdobyto aż 10 przyłożeń! Gospodarze zyskali sporą przewagę – w 59. minucie prowadzili 37:7. Ostatnie 20 minut należało jednak do przyjezdnych. Goście zdobywali kolejne przyłożenia niemal co pięć minut. Ich ambicja została nagrodzona, Falcons wywieźli z Kingsholm dwa punkty bonusowe, powiększając przewagę nad Worcester Warriors do 12 punktów.

Saracens – Harlequins 39:17
Trener Harlequins zdecydował się dać odpocząć zawodnikom, którzy powrócili z występów w reprezentacji. Chris Robshaw, Danny Care i Mike Brown obserwowali zawody z trybun. Decyzja okazała się bardzo ryzykowna, zwłaszcza że Saracens wystawili bardzo mocny skład. Wysokie zwycięstwo Sarries nie jest więc wielkim zaskoczeniem. Ponad 83 000 kibiców zobaczyło pierwsze przyłożenie już w 9. minucie meczu, kiedy to Chris Ashton popisał się rajdem przez trzy czwarte boiska. W pierwszej połowie gospodarze przykładali piłkę na polu punktowym rywali jeszcze dwukrotnie i na przerwę schodzili z przewagą 17 punktów. Po zmianie stron dołożyli jeszcze dwie „piątki” i zanotowali zwycięstwo z bonusem. Dzięki wygranej Sale Sharks, Saracens powrócili na pozycję lidera, natomiast Harlequins spadli na szóste miejsce.

London Irish – Bath 23:44
Ponad 22 000 kibiców na Madejski Stadium połączyło obchody Dnia Świętego Patryka z występem London Irish. Radosna publiczność była świadkami wyrównanego starcia w pierwszej połowie. Po 40 minutach goście prowadzili 13:14. Po zmianie stron rugbiści Bath znacznie zwiększyli tempo. Gospodarze nie zdołali się do niego dostosować i przyjezdni systematycznie powiększali przewagę. Główną rolę odegrał George Ford, który znakomicie dowodził atakiem swojego zespołu, a na własnym koncie zapisał aż 24 punkty. Zwycięstwo umocniło Bath na trzecim miejscu w tabeli.

Leicester Tigers – Exeter Chiefs 45:15
W niedzielnym meczu Leicester Tigers zdeklasowali Exeter Chiefs. Pierwsze z sześciu przyłożeń gospodarzy zdobył Manu Tuilagi, który wyraźnie powrócił do formy po przerwie spowodowanej kontuzją. Oprócz niego piłkę przykładali także: Niki Goneva, Logovi’i Mulipola, Adam Thompstone i David Mele (dwukrotnie). Gospodarze przeważali przez całe spotkanie i zagrali jeden z najlepszych meczów w ostatnich kilku miesiącach. Zwycięstwo z bonusem oznacza, że Tigers zrównali się punktami z zajmującą trzecie miejsce drużyną Bath. Dodatkowym, miłym akcentem meczu był jubileusz Bena Youngsa. Łącznik młyna rozegrał swój setny mecz w barwach Leicester Tigers. Warto dodać, że takiego samego wyczynu dokonał jego ojciec Nick Youngs. Ben i Nick są dopiero drugą parą ojciec – syn, która zaliczyła po sto występów. Oprócz nich udało się to także Ianowi i Nickowi Smith. Gratulacje!