MyMenu1

poniedziałek, 3 lutego 2014

Podsumowanie pierwszej rundy Six Nations

Pierwsza runda Six Nations nie zawiodła. Kibice byli świadkami dobrych meczów. Starcie w Paryżu okazało się prawdziwym thrillerem. W trzech spotkaniach zdobyto 12 przyłożeń. Cieszy fakt, że trenerzy nie bali się podjąć ryzyka i dali szansę kilku młodym debiutantom. Po pierwszych pojedynkach niepokonane pozostają reprezentacje Walii, Irlandii i Francji. Poniżej kilka słów na temat każdego z meczów.




Ambitni Włosi nie zlękli się Cardiff


W pierwszym meczu tegorocznej edycji Six Nations Walia podejmowała Włochów w Cardiff. Aktualni mistrzowie stoją przed szansą na osiągnięcie historycznego sukcesu i dokonania czegoś, co nie udało się żadnej z ekip – wygrania Pucharu Sześciu Narodów trzy razy z rzędu. Po pierwszej kolejce ich cel jest o krok bliżej. Podopieczni Warrena Gatlanda zwyciężyli 23:15, ale ich występ był daleki od ideału. Mimo że skład gospodarzy jest pełen gwiazd europejskiego formatu, walijska machina nie działała tak dobrze jak oczekiwali tego kibice. Co prawda gospodarze prowadzili do przerwy 17:3, ale wynik ten nie do końca oddaje prawdziwy obraz gry. Włosi grali bez kompleksów, stwarzając sporo niebezpiecznych sytuacji. Bardzo bliski zdobycia punktów był rewelacyjny kapitan Sergio Parisse. Gospodarze popełnili wiele prostych błędów i nie zaprezentowali wysokiego tempa, do jakiego przyzwyczaili swoich fanów. Na początku drugiej połowy wysiłki Włochów przyniosły efekt. Środkowy ataku Michele Campagnaro zdobył przyłożenie i zmniejszył stratę do dziewięciu punktów. W 68. minucie ten sam zawodnik złapał przechwyt po złym podaniu Leigh Halpenny’ego i zaliczył drugie przyłożenie. Przewaga gospodarzy stopniała do pięciu punktów. Doświadczenie i zimna krew wzięły jednak górę. Halfpenny trafił karnego w 73. minucie i Walijczycy bezpiecznie dowieźli zwycięstwo do końca. Duże słowa uznania należą się ekipie Włochów. Przyjezdni grali bardzo ambitnie i pokazali, że ich drużyna ma spory potencjał. Walijczycy muszą znacząco poprawić swoją grę jeśli w przyszłym tygodniu chcą wywieźć korzystny rezultat z Dublina. 








Francja wykradła zwycięstwo w Paryżu
Najbardziej ekscytujący mecz pierwszej rundy Six Nations odbył się w Paryżu. Obie ekipy postawiły na młodych zawodników, którzy stworzyli wspaniałe widowisko. Francja potrzebowała zaledwie pół minuty, by objąć prowadzenie. Yoann Huget złapał piłkę po dobrym kopie Julesa Plissona i ku uciesze miejscowych kibiców na Stade de France, dał trójkolorowym prowadzenie 5:0.

Podwyższenie okazało się niecelne, ale wkrótce potem kopacze obu drużyn dołożyli po trzy punkty z karnych. W 11. minucie było 8:3. Siedem minut później gospodarze zdobyli drugie przyłożenie. Piłkę na polu punktowym rywali ponownie przyłożył Huget. Także tym razem podwyższenie okazało się niecelne, ale Jean Marc Doussain trafił karnego w 23. minucie, co dało Francji przewagę 16:3. Goście nie zamierzali się jednak poddawać. Debiutant Mike Brown zdołał przedrzeć się na pole punktowe rywali w ostatnich minutach pierwszej połowy. Przyjezdni złapali wiatr w żagle i początek drugiej części spotkania należał do nich. Danny Care były bardzo bliski zapisania na swoim koncie pięciu punktów, ale po konsultacji z sędzią TMO okazało się, że przyłożenie nie może być uznane. Anglicy nie pozostali jednak z pustym rękami. Owen Farrell trafił karnego i zmniejszył stratę do pięciu oczek.

Goście nadal napierali. Po pięknej akcji, Billy Vunipola oddał piłkę do Luthera Burrella, który wykończył akcję „w słupach”. Podwyższenie Farrella pozwoliło wyjść przyjezdnym na prowadzenie. Niedługo potem Danny Care dołożył trzy punkty z dropgola. Machenaud i Goode trafili po karnym. Do końca meczu pozostało zaledwie kilka minut i wydawało się, że pięciopunktowe prowadzenie będzie wystarczające, by zapewnić zwycięstwo Anglikom. Młoda ekipa Lancastera była o włos od sukcesu, na radość było jednak zbyt wcześnie. Dimitri Szarzewski zapoczątkował znakomitą akcję, którą wykończył Gael Fickou. Podwyższenie na wprost bramki było tylko formalnością. Mecz zakończył się zwycięstwem gospodarzy 24:26.

Mimo porażki w tak dramatycznych okolicznościach Stuart Lancaster zwrócił uwagę na wiele pozytywnych aspektów gry swoich podopiecznych. Billy Vunipola był jednym z najlepszych zawodników na boisku, Danny Care i Owen Farrell zagrali bardzo dobre zawody. Nieźle poradzili sobie debiutanci Luther Burrell i Jack Nowell. Drużyna pokazała charakter odrabiając straty i przez dużą część meczu była przeważającą stroną spotkania. Mimo wszystko główny cel nie został zrealizowany. Zastanawiające są zmiany, jakich w drugiej połowie dokonał Lancaster, szczególnie w formacji ataku. W moim odczuciu brak Dannego Care’a w finałowych minutach istotnie wpłynął na grę zespołu… Być może w kilku sytuacjach zabrakło zimnej krwi i doświadczenia. Jedno jest pewne, jeśli Anglia chce realnie myśleć o sukcesie nie może pozwolić sobie na więcej „wpadek”.



Pewne zwycięstwo Irlandii
Irlandczycy nie mieli żadnych problemów z pokonaniem Szkotów w Dublinie (28:6). Kapitan Paul O’Connell wypadł ze składu na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania. Nie miało to jednak widocznego wpływu na podopiecznych Joe Schmidta. Pierwsza połowa była wyrównana. Jonathan Sexton trafił dwa karne, a Graig Laidlaw odpowiedział jednym. Punkty „do szatni” zdobył skrzydłowy Andrew Trimble. Po czterdziestu minutach było 11:3. Druga część spotkania w całości należała do gospodarzy. Irlandczycy zwiększyli tempo i z każdą minutą grali swobodniej. Przyłożenia zdobyli Jamie Heaslip i Rob Kaerney, a punkty z podstawki dodawał Sexton. Szkoci kolejny raz borykają się z problemem, który prześladuje ich od kilku sezonów. Mimo utalentowanych zawodników i okresów całkiem dobrej gry, mają duże kłopoty ze zdobywaniem przyłożeń. Bez skutecznego kończenia ataków będzie im bardzo ciężko wywalczyć korzystny rezultat z którymkolwiek z rywali. Irlandia pokazała się z dobrej strony. Ekipa ma duży potencjał i moim zdaniem jest jednym z faworytów do wygrania turnieju. Bardzo ważne będzie spotkanie z Walią, które odbędzie się za tydzień w Dublinie. Zwycięzca tego pojedynku może zyskać pewność siebie niezbędną do zwyciężenia w turnieju.