MyMenu1

niedziela, 22 grudnia 2013

Podsumowanie 10. rundy Aviva Premiership


Po przerwie spowodowanej starciami w Heineken Cup i Amlin Challenge Cup na pierwszy plan powróciły mecze ligowe. W dziesiątej rundzie Aviva Premiership obyło się bez niespodzianek. Spotkania wygrywali faworyci. Imponujące zwycięstwo zanotował obecny lider – ekipa Saracens. Sarries rozgromili mistrzów Anglii Leicester Tigers aż 49:10, zdobywając przy tym sześć przyłożeń! Poniżej krótkie podsumowanie każdego z meczów. 




Sale Sharks – London Irish 15:3
Piątkowy mecz na AJ Bell Stadium odbywał się w bardzo ciężkich warunkach atmosferycznych. Ulewny deszcz i niezwykle silny wiatr skutecznie utrudniały nawet najprostsze zagrania. Najlepszym przykładem był kop z rozpoczęcia, po którym piłka wylądowała trzy metry za plecami kopiącego! Gospodarze, przyzwyczajeni do niesprzyjającej aury często spotykanej w północno-zachodniej Anglii, poradzili sobie lepiej. Pierwsze punkty zdobył Tom Brady, który w 18. minucie złapał piłkę po widowiskowym kick-passie Dannego Ciprianiego. Osiem minut później skutecznego maula wykończył David Seymour. Cipriani dodał punkty z podstawki i było 12:0. Sale Sharks grali z wiatrem, spychając rywali do defensywy. Mimo kilku okazji na powiększenie przewagi wynik nie uległ zmianie. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gospodarzy 12:0. Taktyka gości była dużo mniej skuteczna. Zawodnicy London Irish nie wykorzystali atutu gry z wiatrem. Kopacze obu zespołów dodali po trzy punkty z karnych i podopieczni Stevena Diamonda zasłużenie zwyciężyli. 



Bath – Harlequins 14:3
Starcie trzeciej i czwartej drużyny w tabeli nie zawiodło oczekiwań. Kibice na wypełnionym po brzegi Recreation Ground obejrzeli dobre widowisko. W pierwszej połowie gospodarze skoncentrowali się na mocnej, skutecznej obronie, wytrącając przyjezdnych z rytmu. Mimo że zawodnicy Bath nie zagrozili polu punktowemu rywali, to trzy karne George’a Forda sprawiły, że po 40 minutach prowadzili 9:3. Po zmianie stron rugbiści Bath wykorzystali moment gry w przewadze. Jedyne przyłożenie zdobył Jonathan Joseph. Mimo starań Quins nie zdołali sforsować obrony przeciwników. Mecz zakończył się wynikiem 14:3.


Exeter Chiefs – Newcastle Falcons 16:3
Exeter Chiefs przerwali złą passę porażek i powrócili do walki o miejsce w pierwszej szóstce tabeli. Do przerwy na tablicy wyników zapisywali się tylko kopacze. Gareth Steenson trafił trzykrotnie dla gospodarzy, a Phil Godman zdobył jedyne punkty dla gości. Po 40 minutach na Sandy Park było 9:3. W drugiej połowie jedyną „piątkę” w meczu zaliczył Haydn Thomas. Steenson dołożył podwyższenie i ustalił wynik na 16:3. Mimo że beniaminek zajmuje obecnie „bezpieczną” pozycję w tabeli, to kibiców niepokoi niska skuteczność w grze ofensywnej. Newcastle Falcons zdobyli zaledwie trzy przyłożenia w 10 meczach. 


London Wasps – Northampton Saints 15:17
Najbliżej sprawienia niespodzianki byli rugbiści London Wasps. Mecz z wiceliderem nie należał do najpiękniejszych, ale końcowe minuty zapewniły dużo emocji, zmieniając spotkanie w prawdziwy thriller. W 77. minucie, przy stanie 12:14, gospodarze trafili karnego i przejęli prowadzenie. Wyglądało na to, że pokonają wyżej klasyfikowanych rywali. Rugbiści Northampton Saints nie zamierzali się jednak poddawać. Na 40 sekund przed końcem meczu wywalczyli rzut karny. Stephen Myler stanął na wysokości zadania. Trafił z trudnej pozycji, odbierając gospodarzom zwycięstwo. 


Saracens – Leicester Tigers 49:10
Saracens w imponującym stylu pokonali obrońców tytułu Leicester Tigers. Zdobyli aż sześć przyłożeń, nie pozostawiając żadnych złudzeń przyjezdnym. Dla Leicester był to pierwszy mecz na sztucznej nawierzchni Allianz Park i wspomnienia na pewno nie będą miłe. W zupełnie innych humorach byli zawodnicy Saracens, którzy z nowego stadionu tworzą prawdziwą fortecę. W dotychczasowych 14 meczach na Allianz Park przegrali zaledwie raz. Dominacja gospodarzy przełożyła się na punkty już w piątej minucie. W pierwszej połowie goście stawiali opór – różnica wynosiła zaledwie osiem punktów (18:10). Po zmianie stron Sarries niepodzielnie dominowali na boisku, zdobywając aż 31 punktów, na które przyjezdni nie znaleźli żadnej odpowiedzi.



Gloucester – Worcester Warriors 12:6
Starcie ekip z dołu tabeli nie dostarczyło zbyt wielu emocji. Mecz nie należał do najlepszych. Żadnej ze stron nie udało się zdobyć przyłożenia. Wszystkie punkty padły z podstawki. Cztery karne dla Gloucester trafił Billy Twelvetrees, a Ignacio Mierea zrewanżował się dwoma. Gospodarze zapisali na swoim koncie dopiero drugie zwycięstwo na Kingsholm. Pozwoliło to wspiąć się na dziewiąte miejsce w tabeli. Sytuacja Worcester staje się coraz bardziej dramatyczna. Drużyna przegrała wszystkie 10 spotkań. Aby myśleć o pozostaniu wśród najlepszych, Warriors muszą znacząco poprawić swoją grę.