MyMenu1

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Australia mistrzem świata!


Rugby trzynastoosobowe jest bardzo popularne na północy Anglii. Nikogo nie powinien więc dziwić fakt, że na finał Mistrzostw Świata, które odbywały się w Anglii i Walii, wybrano stadion Manchesteru United. Chociaż tej odmianie rugby poświęcam nieco mniej uwagi niż „piętnastkom” i znacznie rzadziej bywam na meczach najlepszych drużyn, nie mogłem odmówić sobie przyjemności uczestniczenia w tak doniosłym wydarzeniu.

Jako jeden z 74 468 kibiców, którzy zasiedli na trybunach Old Trafford, obserwowałem zmagania dwóch najlepszych zespołów na świecie. Zdecydowanym faworytem byli Australijczycy, większość widzów dopingowała więc reprezentację Nowej Zelandii, która w dramatycznym półfinale pokonała Anglię. 
Szczególną uwagę przyciągał Sonny Bill Williams. Ten popularny, wszechstronny sportowiec wybiegł na boisko, jako aktualny mistrz świata w rugby piętnastoosobowym, rugby trzynastoosobowym, a także bokserski mistrz Nowej Zelandii w wadze ciężkiej. Dwa dni przed finałem Sonny Bill Williams został wyróżniony tytułem najlepszego zawodnika roku, przyznanym przez Międzynarodową Federację Rugby League (odpowiednik IRB).


Mimo niezaprzeczalnego talentu Williamsa i jego kolegów, dzień należał do Australii. Kangury zagrały niemal bezbłędnie. Zdobyły pięć przyłożeń i przez całe spotkanie niepodzielnie dominowały na boisku.
W pierwszej połowie Billy Slater i Cooper Cronk przykładali piłkę na polu punktowym rywali, a Jonathan Thurston trafił cztery kopy z podstawki. Nowa Zelandia opowiedziała tylko jednym karnym i po czterdziestu minutach było 16:2.

Dla tych, którzy nie śledzą „trzynastek” wyjaśniam, że punktacja jest nieco inna niż w rugby piętnastoosobowym. Przyłożenie warte jest 4 punkty, podwyższenie i karny 2, a dropgol 1.

Australia grała z niezwykłą precyzją. Rewelacyjna gra nogą w połączeniu z bardzo silną, skuteczną obroną sprawiły, że rywale nie mieli wielu szans, by zagrozić polu punktowemu. Po zmianie stron przewaga Kangurów stała się jeszcze wyraźniejsza. Już w pierwszej minucie po wznowieniu gry Billy Slater wykończył fantastyczną akcję Jonathana Thurstona i Dariusa Boyda. To odebrało resztki nadziei ekipie Nowej Zelandii. 11 minut później niezwykle ofiarnie zagrał Brett Morris, który zdobył przyłożenie, przypłacając swój wysiłek zderzeniem z banerami reklamowymi poza końcową linią boiska. Na szczęście zawodnikowi nic się nie stało. W 72. minucie Jarryd Hayne złapał przechwyt i po 50-metrowym rajdzie oddał piłkę Morrisowi, który zaliczył drugie tego dnia przyłożenie. Podwyższenie trafił bezbłędny Jonathan Thurston. Był to jego siódmy celny kop. Skuteczność oraz znakomita gra sprawiły, że Thurston został wybrany najlepszym zawodnikiem meczu.

Australia w pełni zasłużenie zwyciężyła Nową Zelandię 34:2, zapisując na swoim koncie dziesiąty tytuł Mistrzów Świata.