MyMenu1

wtorek, 5 lutego 2013

Six Nations - runda 1

Zakończył się pierwszy weeked Six Nations. Inauguracyjne mecze były ciekawe, stały na wysokim poziomie i dostarczyły wielu emocji.

Irlandia rozpoczęła kampanię od zwycięstwa, pokonując w Cardiff ekipę Walii 22:30. Goście zaczęli spotkanie bardzo mocno. Już w 10 minucie Brian O’Driscoll przełamał defensywę rywali i stworzył piękną akcję, którą przyłożeniem zakończył Simon Zebo. Jonathan Sexton trafił podwyższenie, a niedługo później także karnego. Kolejne przyłożenie po fantastycznej akcji zdobył Cian Healy. Rory Best nakrył kop i rozpoczął kontratak, ale prawdziwym bohaterem był Simon Zebo, który popisał się niespotykaną techniką indywidualną. Skrzydłowy otrzymał bardzo trudne podanie. Nie mogąc złapać piłki, podbił ją piętą, dzięki czemu piłka wylądowała w jego rękach. Wszystko działo się w pełnym biegu, pod presją rywali! Takich zagrań nie widuje się na co dzień! Kolejne punkty z podstawki dołożył Sexton. Tuż po przerwie, rewelacyjny Brian O’Driscoll (zasłużenie wybrany zawodnikiem meczu) zdobył kolejne przyłożenie i goście prowadzili aż 3:30. Reszta spotkania należała do gospodarzy, którzy zdołali zmniejszyć rozmiary porażki do 8 punktów.

W drugim sobotnim spotkaniu Anglia pewnie pokonała Szkocję 38:18. Gości stać było jedynie na 20 minut równorzędnej walki, przez resztę meczu gospodarze wyraźnie dominowali na boisku. Pod nieobecność Manu Tuilagi, szansę na grę w reprezentacji dostał środkowy Gloucester - Billy Twelvetrees. Debiut okazał się bardzo udany, młody zawodnik był wyróżniającą się postacią, a na swoim koncie zapisał przyłożenie. Oprócz niego piłkę na polu punktowym rywali kładli również Chris Ashton, Geoff Parling i Danny Care. W drużynie Szkocji na wyróżnienie zasługuje Stuart Hogg. Oprócz oczywistej radości ze zdobycia Calcutta Cup, angielski trener Stuart Lancaster ma też inne powody do zadowolenia. Mecz potwierdził, że angielski zespół ma olbrzymi potencjał i – co najważniejsze – duże zaplecze w postaci grupy młodych, ambitnych i niezwykle utalentowanych zawodników. Gwiazdy takie jak Manu Tuilagi czy Chris Ashton mają więc zmienników, którzy poradzą sobie równie dobrze.

Do niespodzianki doszło w Rzymie. Włosi pokonali Francję! Mało kto spodziewał się takiego rezultatu. Na papierze Francuzi wyglądali o klasę lepiej niż rywale, jednak jak mawia jeden z moich trenerów „samo się nie wygra”. Gospodarze byli dużo bardziej zdeterminowani, grali ambitnie i konsekwentnie. We francuskiej ekipie zabrakło pomysłu na grę i przede wszystkim lidera, który pociągnąłby za sobą resztę drużyny. Jak pisałem w moim poprzednim poście, francuski zespół jest nieprzewidywalny. Na przestrzeni tygodnia potrafi rozegrać dwa skrajnie różne mecze. Dlatego nie skreślałbym ich przedwcześnie. Wielkie słowa uznania należą się Włochom, którzy na swoim koncie zapisali kolejne zwycięstwo z elitą rugby. Rzym powoli staje się twierdzą, w której nawet najlepsi muszą się nieźle natrudzić, aby odnieść sukces. Tak dobra postawa włoskiej drużyny na pewno doda smaku rywalizacji.