MyMenu1

wtorek, 14 lutego 2012

Six Nations - runda 2


Kolejne mecze Six Nations za nami. W tym tygodniu tylko dwa, ponieważ spotkanie Francja - Irlandia zostało odwołane z powodu zamarzniętego boiska. Taka sytuacja miała miejsce pierwszy raz od 1985 roku. Za stan rzeczy wielu obwinia FFR, która wyznaczyła zbyt późną godzinę rozpoczęcia meczu...

Na szczęście 2/3 planu zostało wykonane. Moja odważna prognoza sprzed tygodnia prawie się sprawdziła. Pierwsza połowa spotkania w Rzymie toczyła się pod dyktando Włochów. Mimo, że warunki atmosferyczne nie były najlepsze to widzieliśmy kilka ciekawych akcji. Włosi radzili sobie bardzo dobrze, grali bez kompleksów i po raz kolejny udowodnili, że w ich stolicy nikomu nie gra się łatwo. Do pięćdziesiątej minuty spotkania gospodarze pod wodzą znakomicie grającego Sergio Parrise kontrolowali zawody i zanosiło się na historyczne zwycięstwo. Anglia miałaby problemy z odrobieniem dziewięciu punktów deficytu, gdyby nie ratunek bohatera sprzed tygodnia. Charlie Hodgson, były zawodnik Sale Sharks, podobnie jak w meczu ze Szkocją uratował swoją ekipę zdobywając punkty po nakryciu kopu. Od tego momentu obraz gry uległ zmianie, Anglicy uwierzyli w siebie i zaczęli grać coraz lepiej. Dwudziestoletni Owen Farrel po raz kolejny znakomicie poradził sobie z presją, skutecznie egzekwując podwyższenie i dwa karne. Końcowy wynik 15:19 (12:6) dla Anglii.

W drugim spotkaniu Walia podejmowała w Cardiff ekipę Szkocji. Pierwsza połowa meczu była bardzo wyrównana, obie drużyny stwarzały niebezpieczne sytuacje w ataku. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Richie Gray, który był bardzo mocnym elementem w ekipie Szkocji. Jego gra w kontakcie oraz umiejętność przełamywania linii korzyści, na pewno nieraz ucieszą kibiców Sale Sharks, którzy już niedługo będą mięli okazję oglądać tego zawodnika w barwach manchesterskiego klubu. Mimo że obie drużyny zaprezentowały ciekawe rozwiązania taktyczne w ofensywie, to w pierwszej połowie najlepszym elementem gry była prawie bezbłędna obrona. Wynik do przerwy 3:3.
Po zmianie stron, widowisko stało się jeszcze ciekawsze. Walia wykorzystała błąd Szkotów przy chwycie piłki z rozpoczęcia. Już po niespełna 2 minutach byliśmy świadkami pierwszego w tym meczu przyłożenia. Był to początek bolesnego dla Szkocji fragmentu gry. Najpierw żółtą kartkę za „profesjonalny faul” ujrzał Nick de Luca, a po nim za to samo przewinienie Rory Lamont. W meczach z najlepszymi drużynami na świecie bardzo trudno skutecznie się bronić grając prawie 20 minut w osłabieniu. Walijczycy wykorzystali szansę i wyszli na ponad  dwudziestopunktowe prowadzenie. Mimo że Szkoci grali bardzo ambitnie - szczególnie wyróżniał się młody rezerwowy Stuart Hogg, to losy meczu zostały przesądzone. Spotkanie zakończyło się wynikiem 27:13. Drużyna Walii po raz kolejny pokazała klasę i obecnie przewodzi w tabeli Six Nations (Francuzi mają zaległy mecz z Irlandią).